środa, 24 lutego 2016

Nie dogodzi!

Miewam problemy z akceptacją realiów widzianych przez pryzmat klimatycznych obrazków rodem z reklam chemii gospodarczej. Nie zaprzeczę, że w przeciwieństwie do ich bohaterek nie sram tęczą (wybaczcie metaforę) kiedy usunę plamę z obrusu. Coś mnie omija najwyraźniej, bo nawet rodzina na wspomnianym obrusie spożywająca świąteczne śniadanie nie wygląda jak moja - u nas pociecha starsza jest naburmuszona z powodu porykiwania pociechy młodszej lub z innych sobie tylko znanych powodów. Do sielanki rodem z Lenora daleko mi jak do rozmiaru XS,chociaż obu zjawisk  niezmiennie pożądam. I szkoda, bo pora sobie w dojrzałym wieku odpuścić pewne mrzonki i jak normalny, dorosły człowiek pojąć, że czwórka różnych charakterologicznie osób pod jednym dachem musi generować pewne napięcie  i że pewna ilość tłuszczyku jest mi przypisana jak wkurw, który każda fałdka powoduje) Ja, jako miłośnik ciszy i spokoju mam ogromne problemy z poskramianiem chęci ucieczki (nieskoordynowanym świńskim truchtem, koniecznie z rękoma wyrzuconymi ku górze i okrzykiem "aaaaaa" na ustach) za każdym razem kiedy okazuje się, że po pracy dopiero zaczyna się dla mnie ta prawdziwie męcząca część dnia. Na dodatek po latach życia na pełnym gazie jestem tak nienawykła odpoczywać, że gdy faktycznie nastaje moment kiedy równocześnie nie piorę, prasuję, sprzątam, gotuję, pomagam dziecku w szkole i bawię się lego z młodszym to dostaję ściskoszczęku na podłożu nerwowym i skóra mi cierpnie w oczekiwaniu na pędzącą prosto na mnie asteroidę. W mojej głowie cisza i spokój są zjawiskami nienaturalnymi i będącymi super pożywką dla czarnowidztwa, na którym się znam jak mało kto. Jednym słowem ciężki ze mnie przypadek bo jak zmęczona to zła a jak wypoczęta to nerwowa;) I co z tym zrobić?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz