Nie koniecznie chodzi tu o czystą fizjologię, chociaż niektórzy skutek uboczny imperatywu pisania mogą uznać za rodzaj biegunki słownej. Ja po prostu od pewnego czasu czuję że muszę, że ciśnienie narasta, czaszka robi się jakby ciasna, palce nerwowo rozedrgane a oczy tęsknią za literami pojawiającymi się na monitorze.
Kocham pisać. No i co poradzić?
Kocham też robić mnóstwo innych rzeczy ale pisanie i tak cieszy mnie najbardziej.
I tym sposobem zrobiłam to znowu - powstał blog bo sieć daje chyba więcej satysfakcji niż notesik w szufladce obok łóżka, poza tym możliwość pocieszenia się (mam nadzieję), że inni też tak mają lub czują podobni,e działa na mnie kojąco. Istnieje też bardziej mroczny scenariusz, w którym jednak ostatecznie będę musiała zaklasyfikować się do podgrupy UFOLI, którzy jednak widzą świat w sposób odmienny, żeby nie rzec wypatrzony. Ale niech tam, co ma być to będzie.
Zastanawiam się kiedy znalazłam się tak daleko, że o takich rzeczach dowiaduję się z fb...
OdpowiedzUsuńA ja myślałam że na kontach google się takie rzeczy same wyświetlają i że moja niespodzianka sama cie zaatakuje.
OdpowiedzUsuńMoże tak... może gdybym Cię śledziła w każdym możliwym miejscu jak psychopata... :P
UsuńGdyby nie przypomniało mi się, że chyba nie mam ani jednego zdjęcia kota Findusa, którego kiedyś zrobiłam na urodziny mojego małego sąsiada i gdybym nie zajrzała na moje zapomniane plus google konto, to chyba nic by mnie tu nie przywiało. Zapomniana w sieci... Tak, dobry tytuł na książkę. Nie masz fejsa, nie istniejesz. A tu proszę, lame google mnie przywiał. ;) Pozdrowienia zostawiam i życzę wyładowania się przez pisanie. ;)
OdpowiedzUsuń